Google+ Followers

poniedziałek, 7 maja 2012

L´occitane - okazje z allegro, część 2 i mini haul

Już teraz mogę wyjaśnić, dlaczego mój poprzedni post o L´occitane miał część 1 :) Po prostu już wtedy oczekiwałam na kolejną moją przesyłkę - dość duży zestaw Shea.
Jakoś już tak mam, że jak coś mi do głowy wpadnie (tak jak L´occitane, wcześniej miałam manię Clinique, i inne) to przeglądam i przeglądam allegro, nawet jeśli nie zamierzam nic kupować. No i wypatrzyłam niezłą okazję, tylko wcale nie czułam się przekonana. Przyczyną tego jest chęć minimalizmu ilości kosmetycznych zasobów, nie gromadzenie ich, tylko kupowanie w razie potrzeby (zawsze się znajdzie jakaś okazja ;) ) I tak siedzę kolejny dzień z rzędu przed zdjęciem zestawu z kosmetyczką, balsamem, żelem do ciała, kremem do rąk, mini mydełkiem i miniaturką balsamu do ust. Już nawet wezwałam męża na naradę, a on zawsze mówi mi kup, więc już go nie słucham i paplam dalej rozważając za i przeciw :) W pewnym momencie zabrał mi z rąk komputer i kliknął... Kup teraz. Ja w szoku "Co Ty robisz?", on: "Podejmuję decyzję :)).
No i w ten oto sposób moje zbiory kosmetyczne powiększyły się o zestaw z L'occitane - Odkryj linię masło Shea.

Kosztował mnie 30zł plus przesyłka. Sam krem do rąk, który jest w zestawie kosztuje w regularnej sprzedaży 29,90zł Podliczając dalej (przeliczając koszty miniaturek po standardowych cenach sklepowych):  Balsam do ust 2,1ml: 13,44zł, mydełko 50g 8zł, żel pod prysznic 75ml 18zł, balsam 28,5zł. 
Co daje razem kwotę 97,84zł. Kosmetyki są w miarę świeże - każdemu z nich według kalkulatora checkcosmetic.net zostało co najmniej 8 miesięcy przydatności do użycia:

Cieszę się bardzo i na razie odkładam na półeczkę :) (hm, a możeby tak do lodówki? Czekolady to wiem, że nie powinno się trzymać w lodówce, ale nie wiem jak z kosmetykami). Zaraz po rozpakowaniu uderzył mnie zapach mydełka. Nie wiem, czy już pisałam, ale moje mydełko, które kupiłam w sklepie (też z linii Shea, ale z werbeną) po pozostawieniu w łazience pachniało bardzo mocno i do tej pory pachnie. Jest również bardzo przyjemny 
w użytkowaniu - nie rozciapuje się na bambusowej mydelniczce (jak Alterra) i bardzo szybko schnie. Żel i balsam ma idealną pojemność wyjazdową (dość często wyjeżdżam), więc czeka na zapakowanie do walizki. Pozostałe produkty muszą poczekać aż ich poprzednicy się skończą :)

Zauroczyła mnie też niesamowicie kosmetyczka:

Jest z materiału, pokryta czymś gumowym, niestety nie jest odporna na zarysowania (co zresztą już na niej widać). Obrazek bardzo mi się podoba i niesamowicie kojarzy właśnie z L'occitane. Nawet produkty, które leżą 
w koszyczkach i na straganie odzwierciedlają doskonale etykiety i kształty rzeczywistych produktów - dbałość 
o szczegóły do pozazdroszczenia. No i co jest jeszcze? Kot! 


Przedstawię wam jeszcze moje inne zdobycze majowe (w kolejności zakupu):

The Body Shop Coconut body mist -Kokosowa mgiełka, wprawdzie kupiona przed weekendem, ale na weekend majowy :) Kupiłam jako uzupełnienie kokosowego dezodorantu - mój dotychczasowy cytrusowy zapach Alterry strasznie się gryzł z kokosem. Oprócz tego kupiłam odżywkę bananową i dostałam w gratisie masełko grejpfrutowe, ale obie te rzeczy były prezentami. Swoją drogą bardzo się spodobały :)
Mgiełka kosztuje 39,90zł za 100ml, zapach jak na mgiełkę jest bardzo trwały (kilka godzin).

Po wypadku z kremem potrzebowałam czegoś, kupiłam taki oto kremik:

AA Sensitive Nature - No niestety nie miałam dostępu do moich zapasów i szybko złapałam w Rossmannie to maleństwo. Wcześniej przewertowałam recenzje i skład i mam nadzieję, że za jakiś czas pojawi się pościk o kremiku :)

No i jakby tego było mało, opanowała mnie mydlana mania:

ISANA lekarskie mydło w kostce - Nie wiem co mnie tknęło, wzięłam mydełko przeczytałam w składzie COCONUT ACID i zapragnęłam je mieć :) Mój tata kupił mydełko do odplamiania z Niemiec właśnie z tym składnikiem (mydełko odplamia dobrze, a w składzie poza tym składnikiem nie miało nic nienaturalnego). Mydełko ma mocny zapach, wręcz drażniący. Na etykiecie przeczytamy, że mydło "przywraca właściwą strukturę warstwom lipidowym skóry". Zapowiada się ciekawie. Za lekarskie mydełko zapłacimy około 2zł za 100g.

No i niespodzianka z SLS/SLES:


Bambi szampon dla dzieci - ze względu na to, że się "poświęciłam" i umyłam włosy szamponem 
z silikonami a potem jeszcze uzupełniłam odżywką z silikonami (tak to te wcześniejsze mini produkty z L'occitane, niedługo je opiszę ;) ) chciałam je jakoś szybko ich pozbawić i zakupiłam ten jakże agresywny dziecinny szampon ;) Jestem zadowolona :) Jest bardzo przyjemny w użytkowaniu, szkoda, że ma taki składnik. Nie pląta włosów (tak jak straszny szampon Babydream), milutki ;) Cena bardzo przyjazna 2,79/150ml (Carrefour).


No nic, teraz tyko testować i testować :)



14 komentarzy:

  1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie stresuj mnie kotek, bo se 2 kremy do rąk u nich zamówiłam :D

    OdpowiedzUsuń
  3. A wiesz, że zastanawiałam się nad kupnem tego zestawu? :D chyba dobrze zrobiłam, że go nie kupiłam :D

    OdpowiedzUsuń
  4. A po ile mają krem do twarzy? :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ciekawe co to za pomysł? ;D

    OdpowiedzUsuń
  7. szampon 'bambi' podobno świetnie nawilża wysuszoną skórę głowy, nie wiem,bo sama nie próbowałam. mimo wszytsko jak wiekszosc osob kojarzę go z dzieciństwiem ; )

    + dodaje blog do obserwowanych ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Naprawdę świetna cena! :O Nie wiem nad czym się zastanawiałaś :O Uwielbiam kremy do rąk L´occitane :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No widzisz ;) Po prostu nie chciałam kupować kolejnych kosmetyków, bo już ich naprawdę mam dużo...

      Usuń
  9. W takim razie ten Bambi to jakieś nieporozumienie, bo zaopatrują się w niego oddziały dziecięce w naszych szpitalach. Byłam niedawno gościem na takim oddziale i wiem, że matki dostawały takie szampony Bambi do łazienek w salach i do nich jeszcze jakieś mydła w kostkach, ale nie wiem jakiej marki. Wygląda więc na to, że pediatrzy świadomie godzą się na to SLS, bo nie chcą wydawać na nic lepszego i droższego, albo nie czytają składów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przyznam szczerze, że nie wiem jakie jest podejście lekarzy do bardziej naturalnych kosmetyków. W moim najbliższym otoczeniu nie znam osoby, która przykłada wagę do składów - dopiero ja tym "zarażam". Po prostu ludzie się tym nie interesują - i może dlatego mało kto zwraca na to uwagę. No i wbrew pozorom - kosmetyki dla dzieci wcale nie są zaopatrzone w bezpieczne składniki. Może nie zawierają niektórych substancji, ale jednak idealne składowo nie są.

      Usuń
    2. Najtańsza dziecięca marka to chyba babydream - w sumie wszystko prezentuje się dość ciekawie. No może poza produktami z talkiem.

      Usuń
  10. Znaczy się - nie tyle pediatrzy "nie chcą" wydawać na bezpieczniejsze kosmetyki, co nasz wspaniały NFZ, tudzież dyrekcja szpitala (która jakby nie spojrzeć składa się przedstawicieli lekarskiego grona wyższego szczebla). Ja pochwalam oszczędność, ale mądrą oszczędność, a nie za wszelką cenę, a już tym bardziej nie kosztem zdrowia małych pacjentów.

    OdpowiedzUsuń