Google+ Followers

środa, 26 września 2012

Nowa gazetka Rossmanowa już na sieci!

Hej,

mam szybkiego newsa :) Na stronie Rossnetu pojawiła się nowa gazetka z promocjami marek własnych Rossmanna. Dla mnie szczególnie interesująca jest oferta Alterry. Może i wy znajdziecie coś dla siebie:
http://www.rossnet.pl/imagesrossnet/Magazines/83/m83-rossmann.pdf

Pozdrawiam,

Mało naturalnie - Nudziakowe love

Hej,
dzisiaj rano jak tylko wstałam pognałam do Biedronki po lakier :D I czuję się dumna, że nie kupiłam niczego więcej (a powiem wam, że nawet są całkiem naturalne maseczki z zielonej glinki)! Chciałam go kupić już na ostatniej akcji urodowej Biedronki z Eveline, ale niestety było już za późno. Mojego wymarzonego koloru już dawno nie było. Także tym bardziej cieszę się z zakupu nudziaka Eveline colour instant:


Nie mogę się doczekać przetestowania go na moich paznokciach. Lakier jest kremowy, nie jest perłowy. Dostępne były dwa odcienie nude (dostępny jest wzornik :)) - ja zakupiłam jaśniejszy tj. 496.
Lakier kosztuje 4,99zł i jest zapakowany dodatkowo w pudełko, zabezpieczone naklejką przed wścibskimi:


Na lakier skusiłam się również ze względu składu - lakier nie zawiera kamfory, szkodliwego toluenu, formaldehydu, flatanu dwubutylu :). Wydaje mi się, że Inglot również posiada taką informację na opakowaniach. Przy czym zamiast 1 lakieru Inglot kupimy 4 Eveline.

A jak tam wasze łupy?

Pozdrawiam,


wtorek, 25 września 2012

Zakupowy szał, czyli do którego marketu najpierw?

Hej,
powoli zaczyna mi się kończyć podkład, hydrolat skończył się już jakiś czas temu (ale obecnie zużywam jakiś mało naturalny z zapasów), co oznacza zakupy...

Jakimś dziwnym trafem koniec września i październik okazał się okazją do dość okazyjnych zakupów.
Za kilka dni w Biedronce, w Rossmannie i już od teraz w SuperPharm znajdziemy fajne okazje :D

W Biedronce już od jutra zaczyna się akcja "Piękno dla rodziny" - katalog już dostępny na stronie internetowej firmy:


W Rossmannie wielka promocja marek własnych (czas zrobić zapasy Alterry) - katalog powinien się pojawić na dniach na stronie.

Natomiast w Superphram znajdziemy zniżkę 40% na Sanflore, 40% na AA Eco (dla posiadaczy karty, kartę można wyrobić od razu :) ).

Ostrzę ząbki na okazje :D

W Biedronce spotkamy również frugo, wczorajsza buteleczka przedstawiła mi takie wyznanie:

Chyba nie muszę dodawać, że mamy nowy wazon? :D


Pozdrawiam,





środa, 19 września 2012

Paczuszka od SmykuSmyka

Hej,
specjalnie dla Was relacja na żywo :D Właśnie przed chwilą odebrałam z rąk listonosza białą paczuszkę.
Paczuszka skrywała ozdobne pudełeczko:


A w środku? :D Rozgrzewająca kosteczka masła do masażu od Smyku Smyka :D :

Smyku bardzo dziękuję! Odnośnie Twojego listu - nie ma najmniejszego problemu :)

Oczywiście chyba nie muszę mówić wam jak strasznie się cieszę? Blog Smyku Smyka obserwuję już jakiś czas. Nie mogę wyjść z podziwu, jakie cudeńka tworzy. Właśnie dzięki Takim osobom na blogosferze chcę zmienić swoją pielęgnację na bardziej naturalną - Na blogu Smyku Smyka znajdziecie bardzo proste przepisy na różnego typu kosmetyki. Przepis na pokazany balsam znajdziecie tu: http://scianymajauszy.blogspot.com/2012/09/diy-rozgrzewajace-maseka-do-masazu-o.html

A jeśli chodzi o kilka słów o kosteczce :) Muszę powiedzieć, że zaraz po odpakowaniu zdobyła moje serce!
Swoim zapachem! Działania jeszcze nie miałam przyjemności testować, już nie mogę się tego doczekać :D

To może przejdźmy do zapachu...
Wyobraźmy sobie, że jesteśmy w Austrii, w Wiedniu na jarmarku bożonarodzeniowym. Wokół pełno budek z piernikami, różnymi cudami, a także gorącym, pachnącym Glühwein (gorące wino) w ceramicznych kubkach. Zapach ciepłego wina z goździkami i pomarańczami roznosi się praktycznie po całym mieście. Czujemy się miło i ciepło otuleni zapachem.. Ach :D


Z tego wszystkiego strasznie się wzruszyłam :)

Pozdrawiam,


wtorek, 18 września 2012

TAG - "Ile warta jest Twoja twarz"

Hej,
korzystając z zaproszenia Naturalnie :) prezentuję dzisiaj Tag - "Ile warta jest Twoja Twarz". Wprawdzie najczęściej mój "makijaż" ograniczam do nałożenia pudru mineralnego, ale dzisiaj pokażę wam produkty, których używam jak mam trochę więcej czasu i ochoty na makijaż :)



Od lewej, górny rządek:

  • Meow Cosmetics Mineral Foundation, formuła FF, kosztował około 50zł (8gram) - używam praktycznie codziennie od marca, no i jeszcze trochę go jest :)
  • cień Sephora girls 02,
  • cień Sephora girls 01 - matowe cienie z zestawy z Sephory (ujęło mnie pudełeczko i musiałam kupić, zestaw składający się z kasetki, dwóch cieni, błyszczyka i lakieru kosztował mnie na przecenie 32zł (- można więc przyjąć, że każdy element z zestawu kosztował 6,4zł). Cienie są dość przyjemne w użyciu, szczególnie lubię kombinację pomarańcz-fiolet :)
  • MIYO vanillia - bardzo napigmentowany cień, ma konsystencję trochę "kredową", ja nakładam go pędzelkiem do cieni mineralnych i jest git, kosztował 5zł,
  • Alverde Mascara All in One - pamiątka z wakacji, swoją drogą bardzo udana, ale z recenzją jeszcze się powstrzymam :D kosztował 3,95euro, czyli około 16zł 
  • EDM Cheek - mój "ślubny" róż. Kocham go! No i zużywam go i zużywam i jego ilość się mało co zmniejsza, kosztował 32zł. 
  • Kryolan wkład do palety, rozświetlacz - chciałam ciut kolor, ale nie było. Kosztował 20zł
  • Wibo cienie z jedwabiem nr 24 - Prezent od męża :) Bardzo lubię fiolety. Kosztował około 12zł.
  • L'Occitane Silnie odżywczy balsam do ust Masło Shea - miniaturka 2gramowa (kupiłam w zestawie na allegro), po przeliczeniu na sklepowe ceny kosztowała by około 13zł. Generalnie zawsze używam raczej jakiejś pomadki ochronnej, akurat męczę tą, ze względu na termin przydatności.
co daje nam łączną kwotę 160,8zł - Muszę powiedzieć, że jestem pod wrażeniem :D
Myślałam, że wyjdzie tego mniej :D Ale kwotą myślę, że nie ma się co tak bardzo kierować - większość kosmetyków używam i używam i zużycia praktycznie nie widać.

Pozdrawiam,





poniedziałek, 17 września 2012

Stabilny czy jednak niestabilny? Przygodę z filtrami czas zacząć!

Hej,
jak zapewne powoli widać w blogosferze, dziewczyny biorą się za kwasy :) Jak zapewne każda z nas wie, stosowanie kwasów powinno być połączone z używaniem filtra przeciwsłonecznego.

Ja za to zaczęłam szperać w poszukiwaniu wysokiego, dobrego składowo filtra, kompatybilnego z mineralnym makijażem. Wymagania dość duże, ale po kolei, co udało mi się wyszukać.

Jakiś czas temu kupiłam krem Babydream SPF 50+, ten o to :)

Od zawsze chciałam go używać do twarzy, no ale znalazłam na jakimś blogu informację, że zawiera filtr Parsol. Filtr ten ponoć ulega destabilizacji przy mice czy talku (a takich produktów używam praktycznie zawsze). No i zrezygnowałam z tego kremu, a co za tym idzie zrezygnowałam również z kwasów.

Następnie zaczęłam przeszukiwać Rossmanna w poszukiwaniu czegoś co nie zawiera Parsolu. Niestety, nie znalazłam produktu, który go nie zawiera. Być może słabo szukałam, no ale jakoś nie znalazłam.
Następnie zainteresowałam się serią alverde oraz kremem BBB Pat&Rub. Niestety znajdywałam w tych produktach korund - należy do grupy tlenków glinu (aluminium). Osobiście staram się unikać takich substancji. O ile jeszcze w przypadku mikrodermabrazji skóra ma dość krótki kontakt z tym związkiem, o tyle w przypadku kremu może być to nawet cały dzień. Tutaj link do informacji o tej substancji na skin deep:  http://www.ewg.org/skindeep/ingredient.php?ingred06=700309

Bez nadziei na znalezienie idealnego kremu z filtrem przeszukiwałam wizaż, znalazłam taki o to wątek: http://wizaz.pl/forum/showthread.php?t=313114 (wystarczy chociaż przeczytać kilka pierwszych postów).
I w końcu nie wiem - czy jednak parsol z tymi stabilizatorami (babydream zawiera jeden ze stabilnych filtrów) jest stabilny przy kontakcie z miką czy nie jest?
Ale co mnie innego zaskoczyło! Znalazłam na wątku link do artykułu:  http://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,53581,4141899.html?as=1&startsz=x (Was też zachęcam do zapoznania się artykułem), z którego wynikałoby, że przy stosowaniu kremów z filtrem ( SPF 50) powinno się nałożyć niewiele mniej niż 2ml, aby zapewnić ochronę na poziomie równą SPF 50. 2ml (przynajmniej jak dla mnie) jest to bardzo dużo! Kiedyś miałam miniaturkę kremu na dzień z filtrem, zawierającą 7ml specyfiku- starczyła mi na miesiąc.

Reasumując - o kremach z filtrem wiem trochę więcej, idealnego kremu jeszcze nie znalazłam i przeraża mnie wklepywanie 2ml kremu :D

Dobranoc,




niedziela, 16 września 2012

Kierunek - Pielęgnacja zrównoważona

Hej,
już dawno fascynuje mnie minimalizm. Mimo, że podoba mi się wiele nurtów, stylów, minimalizm zawsze wraca do mnie jak bumerang. Być może za jego uniwersalność? A może za jego użyteczność? Prawdę mówiąc nie wiem. Oczywiście, jeśli bym kiedyś miała mieszkanie, zapewne rozważałabym wiele różnych stylów wykończenia. Chciałabym mieć ciepłe mieszkanie, budzące w sercu radość, stwarzające wrażenie przytulnego, uspokajającego. Przykładowo mógłby to być styl Prowansji. Mógłby, ale wszystko zależy od możliwości - w małym mieszkaniu o wiele lepiej sprawdzi się chłodny styl minimalistyczny aniżeli bardziej przytulny styl Prowansji. Nie tylko będzie bardziej użyteczny, ale również mieszkanie nie będzie "zagracone" dodatkami.

Ostatnio ciągle myślę o minimalizmie w kosmetykach. Prawdopodobnie dlatego, iż moje zbiory zaczęły mnie przytłaczać - mam coraz więcej rzeczy, które wprawdzie sprawiają dużą radość, ale również niestety, ale zagracają. Oprócz zajmowania miejsca, prawdopodobnie wiele rzeczy przeterminuje się, nim zdążę je zużyć. Przyznaję, że nie lubię wyrzucać :) Dlatego chciałabym się zająć minimalizacją moich zbiorów:


Oczywiście stosunkowo łatwo jest ograniczyć się kilku produktów pielęgnacyjnych. Ale ja chciałabym osiągnąć coś jeszcze, chciałabym, żeby moja pielęgnacja była zrównoważona, kompleksowa, bezpieczna składnikowo i jednocześnie ograniczała się do kilku produktów. Sądzę, że jest to wykonalne.

Jak?

Otóż odpowiedzią na to są kosmetyki bardziej naturalne, a nawet DIY. Dlaczego? Kupując np. olej kokosowy mogę go zastosować zarówno do włosów (olejowanie, dodatek do odżywki), do własnoręcznie zrobionego balsamu do ust czy balsamu do ciała (odsyłam m.in. do koleżanki Smykusmyk i zakładki DIY http://scianymajauszy.blogspot.com/p/diy.html  - podziwiam już długo). Innymi słowy kupując kilka różnych surowców i półproduktów kosmetycznych jesteśmy w stanie przygotować wiele kosmetyków. Zaletą  DIY kosmetyków jest również możliwość dopasowania ich właściwości do potrzeb naszej skóry. No i różnorodność - w zależności od aktualnych potrzeb można odpowiednio wybrać składniki. Oczywiście, nie każdy typ produktu opłaca się czy nawet da się zrobić. :)

Mój plan działania:
  1. Systematycznie staram się zużywać moje zbiory kosmetyczne, jednocześnie ograniczając zakupy nowych jedynie do tych koniecznych,
  2. Nowe kosmetyki powinny mieć jak najbardziej naturalny skład.
  3. Tam, gdzie jest to możliwe zastosowanie DIY kosmetyków (oczywiście, jeśli koszt DIY będzie mniejszy od kosztu sklepowego produktu),
  4. Przy zakupach półproduktów kierowanie się kompleksowością - tj. jeśli kupuję np. 3 składniki do masła do ciała, a jeśli kupując jeszcze 1 dodatkowy składnik mogę zrobić również np. balsam do ust dokupuję ten produkt :) (Wynika z kosztów przesyłki - czasami lepiej dobrać coś jeszcze aniżeli później osobno to zamawiać :) )
  5. Co miesięczne podsumowania kosztów pielęgnacji i analiza rezultatów.
Mam nadzieję, że ktoś zrozumiał o co mi chodzi :D

Jak Wam się podoba mój pomysł? Czy również chciałybyście coś podobnego stosować?

Miłego poranku (a ja kładę się właśnie spać :D),

wtorek, 11 września 2012

DIY tonik owsiany

Ostatnio skończył mi się hydrolat oczarowy. Byłam z niego bardzo zadowolona. Ale na razie nie mam zamiaru kupować w najbliższym czasie niczego nowego. Dlaczego? W końcu skorzystałam z polecanego przez koleżankę przepisu na tonik. I przyznaję, że nie oczekiwałabym takiego działania po takiej prostej miksturze! I żałuję, że tak późno spróbowałam!
Owies jest polecany m.in. przy atopowym zapaleniu skóry (kąpiel z proszkiem koloidalnym zawierającym wyciągi z owsa). Ja skórę mam normalną w stronę suchej, czasami pojawiają się na niej "młodzieńcze" niespodzianki.

Przepis jest bardzo prosty, potrzebujemy płatków owsianych i wody (używam mineralną, a jak nie ma - przegotowaną wodę):


Proporcje też są łatwe do zapamiętania - używam mniej więcej tyle samo płatków owsianych co wody.

Mieszankę zamykam w lodówce na klika godzin (gotowca również chowamy do lodówki):


Ja wykorzystuję szklaneczkę po nutelli, bo w zasadzie jest zamykana :D

Po odczekaniu kilku godzin pozostaje nam oddzielić płyn od reszty. Ja wykorzystywałam gaziki, ostatnio również po prostu sitko z małymi oczkami:


A tak wygląda efekt końcowy:


Jeśli mogę coś od siebie dodać - lepiej jest "nie wyciskać" na siłę tej mokrej papki. Chodzi o to, żeby pozostał jak najbardziej klarowny twór. Jeśli nawet (tak jak mi) do toniku trafi osad, nie należy go wstrząsać. Dlaczego takie mini ostrzeżenie - moja skóra nie lubi tych drobinek (blokuje pory), woli klarowny roztwór :) Jeśli chodzi o trwałość - to jest to maksymalnie kilka dni (szybko się psuje). No ale tonik jest zdecydowanie tego warty - kondycja mojej skóry poprawia się systematycznie, szybsze gojenie się niespodzianek i zmniejszenie częstotliwości ich występowania jest widoczne :)

Pamiętajcie, żeby tonik trzymać w lodówce. No i lepiej jest przyrządzać małe ilości - jeszcze mi się nie zdarzyło, żebym zużyła całą przygotowaną porcje.


Pozdrawiam,





sobota, 8 września 2012

Mój Ty Misiu!

W obliczu blogowej manii na laminowanie żelatyną chcę coś oświadczyć! Uwielbiam wszelkie żelki :) Praktycznie nie ma dnia, kiedy nie sięgam do paczki pełnej misiów! Wczoraj udało mi się zrobić taką o to galaretkę:


A tutaj w całej okazałości i w porównaniu do misia z Jutrzenki (niestety nie udało mi się znaleźć misiów Haribo koło domu):


Prawda, że słodkie? :D Jako foremka posłużyło mi opakowanie po misiach Haribo:


Misio bez problemu wyszedł z foremki :D Do misia użyłam jednej standardowej galaretki rozpuszczonej w ilości nieco mniejszej niż 0,5 litra.


Smakowitej soboty!

piątek, 7 września 2012

Suhada Nature - kosmetyki z Lidla (mini - recenzja)

Wiecie jaki post cieszy się największym zainteresowaniem na moim blogu?
Właśnie ten KLIK - Suhada Nature krem na dzień i na noc. Dzisiaj przychodzę do was z mini recenzją tych produktów :D


We wskazanej wyżej notce znajdziecie skład, informację o certyfikatach. Kremy podarowałam mojej mamie, ponieważ nie byłam w stanie zużyć sama moich zbiorów. Mama ma nieco więcej niż 45 lat, ale mimo to czasami na jej skórze pojawiają się jakieś "młodzeńcze" niespodzianki. No i niestety czasami dużo i czasami duuże nieprzyjemne gule :/  Jakiś tydzień temu mama przyjechała do mnie i jakie było moje zdziwienie, że jej skóra  była w idealnym stanie! Gładka i promienna, bez śladu niespodzianek. Totalnie nic!
Aż się zdumiłam - buzia nie potrzebowała ani kropli korektora (no może tylko pod oczami ;) ), koloryt był wyrównany, no po prostu bajka!
Wypytałam czego używa no i mówi, że właśnie tych kremików :D No i nawet sama z siebie powiedziała, że jest bardzo zadowolona. Twierdzi, że nawet pod koniec dnia czuje działanie - tj. jakąś warstwę.
Przyznam szczerze, że jestem bardzo pozytywnie zaskoczona. Nie spodziewałam się, że kremy wzbudzą takie uznanie no i że znikną te niespodzianki ze skóry, a twarz tak będzie promieniała.

Myślę, że jeśli tylko pojawią się w Lidlu produkty z tej serii będę na nie polować!

Pozdrawiam,

czwartek, 6 września 2012

The Body Shop - Hemp hand protector

Hej,
na pewno w czasie dnia często sięgacie po kremy do rąk. Niektóre kremy nie wchłaniają się od razu, czy też zostawiają śliską warstwę na skórze. Znowu z innego punktu widzenia niektóre z nas nie będą zwracać uwagi na pozostawiony na skórze filtr. Jednakże każda z nas marzy o pięknych i zadbanych dłoniach - zarówno z pięknymi paznokciami jak i gładkiej i nawilżonej skórze. Jeśli również macie takie oczekiwania, zdecydowanie nie polecam tego kremu:


TBS Hemp hand protector - krem do rąk, zawiera olej z konopi siewnych. Niestety polski dystrybutor zadbał jedynie o nalepkę przedstawiającą produkt skrótowo jako krem do rąk. Trochę przykro, dlaczego? Na opakowaniu w języku polskim informacji praktycznie nie ma. Firma nie ma również polskiej strony. 

Krem otrzymałam przy korzystaniu z karty stałego klienta - za każde wydane 25zł otrzymujemy jedną pieczątkę. Po każdorazowym zebraniu zestawu trzech kolejnych pieczątek dostajemy mini produkt. Na karcie były miejsca na 9 pieczątek, po zapełnieniu całej karty oprócz 3 mini produktów otrzymałam ten krem do rąk. Krem kosztuje chyba 22zł/30ml. Niewątpliwie taka karta zachęca do zakupów :) Po jej zrealizowaniu w sumie nie kupiłam nic w TBS.

Krem jest zamknięty w metalowym opakowaniu. W sumie nie ma to znaczenia, gdyby nie to, że po jednej wizycie w torebce strasznie się pogniótł i zrobił po prostu nieestetyczny. Krem jest barwy zielonej i ma bardzo nieprzyjemny zapach. Być może nie byłoby to istotne, gdyby nie fakt, iż zapach ten potrafi przyćmić zapach wody toaletowej.

A jaka jest główna przyczyna, dlaczego nie polecam produktu? Nie nawilżał! Zaraz po nałożeniu tworzy warstwę, którą łatwo zmyjemy przy kolejnym myciu rąk. Efekt? Drażniąca suchość rąk. To właśnie powoduje, że na pewno nie kupię tego kremu ponownie. Nie zapach, nie opakowanie tylko właśnie suche ręce. Bardzo możliwe, że efekt taki jest wywołany dużą zawartością gliceryny - znajduje się ona na drugim miejscu składu. 

BTW Dziękuję modelowi - panu Sowikowi za współpracę przy prezentacji produktu. :D

Trzymajcie kciuki, może uda mi się go jakoś zużyć ten krem :)
Pozdrawiam,