Google+ Followers

poniedziałek, 30 kwietnia 2012

Kwietniowe zużycia

Nie wiem jak to się stało, ale w kwietniu niespodziewanie dużo kosmetyków zużyło się, bądź upłynął ich termin przydatności do zużyci. Poniżej to, co udało mi się zużyć/zutylizować:

Od lewej:

  • Synergen Hand-Creme - Do tej pory zastanawiam się jakim cudem trafił do mojego asortymentu. Producent zapewnia 24h godzinne nawilżenie. I to chyba jakieś totalnie nieporozumienie. Krem jest bardzo lekki, ma bardzo mocny, drażniący zapach i na pewno nie zapewnia dobrego nawilżenia. Jednym słowem bubel. Opakowanie 75ml kosztuje około 4zł. Jedyną zaletą tego kremu było kolorowe opakowanie
    z wygodną klapką. Skład o dziwo nie jest taki straszny, ale mocny zapach potrafi odstraszać. Nie chcę go widzieć więcej ;)
  • Alterra Sensitiv-Shampoo -Przeźroczysta galaretka, zużywająca się w niesamowitym tempie. Zapach bardzo przypomina mi olejek z Granatem Alterry. Ot taki sobie szampon, można spróbować, tragedii nie ma, zachwytów też nie. Nie pamiętam ile kosztował - ja zakupiłam w promocji, standardowa cena to coś koło 10zł/200ml. Myślę, że w tej cenie można kupić lepszy szampon o tak samo dobrym składzie.
  • Alterra Cremeseife Milch&Rose - Mało ciekawy produkt. No prawie, że bubel. Konsystencja niesamowicie wodnista, mało przyjemna, zapach średni. Jedyne co na plus to skład. Cena wysoka jak na pojemność - około 8zł/250ml. Dokładając 2zł można kupić babydream niebieski z pompką 500ml, który lepiej sprawdzi się w roli mydła do rąk.


  • TBS Rainforest Moisture - przyjemnie pachnie miodem. Stanowi duet idealny z odżywką bananową TBS - włosy są niesamowicie odżywione, nie udało mi się znaleźć lepszego połączenia.
    W składzie niestety znajdujemy PEGi (chlip):
    Water (Solvent/Diluent), Sucrose (Conditioning Agent), Disodium Cocoyl Glutamate (Surfactant), Lauryl Betaine (Surfactant), Laureth-5 Carboxylic Acid (Surfactant - Cleansing Agent), Honey (Natural Additive), PEG-55 Propylene Glycol Oleate (Surfactant), Propylene Glycol (Humectant), Sodium Chloride (Viscosity Modifier), Glycerin (Humectant), Fragrance (Fragrance), Polyglyceryl-4 Caprate (Skin-Conditioning Agent), Sodium Benzoate (Preservative), Sucrose Laurate (Skin-Conditioning Agent), Isopropyl Alcohol (Solvent), Polyquaternium-6 (Conditioner), Salicylic Acid (Preservative/Hair Conditioner), Citric Acid (pH Adjuster), Schinziophyton Rautanenii (Mongongo) Kernel Oil (Skin-Conditioning Agent), Pentaclethra Macroloba Seed Oil (Skin-Conditioning Agent), Sodium Hydroxide (pH Adjuster), Tocopherol (Antioxidant).W przypadku tego szamponu najtrudniejsze jest namydlenie. Powinno się go rozrobić z wodą i dopiero nałożyć na włosy. Wyjściem z tej sytuacji jest dwukrotne umycie włosów - przy drugim myciu udaje się spienić szampon. Bardzo lubię ze względu na rezultaty - włosy są śliczne, pięknie błyszczą i są po prostu niesamowite. To co widać na zdjęciu to miniaturka - 60ml/9zł

  • ISANA Nagellack Entferner Acetonfrei - Zmywacz bezacetonowy dla cierpliwych. Kupiłam ze względu na skład, nie jest to moja pierwsza butelka. Zmywa naprawdę topornie. Koszutuje 4,99zł/125ml
  • VICHY ESSENTIELLES - żel pod prysznic bez parabenów. Lubię go, sama nie kupuję, ale często dostaję. Bardzo lubię żele jako prezent - bo wiem, że je dam radę zużyć. Wprawdzie parabenów nie ma, ale ma inne mniej fajne - SLES/SLS (nie rozróżniam ich ;) ), PEGi. Zapach mi się podoba, żel jest wydajny, dość rzadki. Zapach pozostaje na skórze po umyciu. Nie wiem ile kosztował, bo był to prezent
  • intimelle Aloes - delikatny żel do higieny intymnej. Niestety mało skuteczny - przede wszystkim nie zapobiega podrażnieniom. Kosztuje mniej niż 9zł za 400ml. Delikatny, wodnisty o w miarę ładnym składzie (nie wiem po co barwniki dla kosmetyku w nieprzeźroczystej butelce):


No i następne zużycia:



  • Mariza selective Mineralny Podkład Pudrowy - Naprawdę przyjemny podkład mineralny. Składu niestety nie ma idealnego (barwniki inne niż początkiem 77*, konserwant Phenoxyethanol), ale i tak służył mi bardzo dobrze. Cenowo nie wygląda tak źle - kosztuje około 25zł. Kryje bardzo dobrze, z trwałością ciężko mi się wypowiedzieć (generalnie mam wrażenie, że wszystkie podkłady mineralne osypują się po jakimś czasie). Dostępne są 3 kolory, ja miałam najjaśniejszy i byłam zadowolona -jestem blada. Opakowanie jest kiepskiej jakości. Siteczko nie ma zabezpieczeń, jest z bardzo cienkiego plastiku. Puszek służy jedynie jako zatyczka, rozkleił się przy praniu.

  • Yves Rocher Anti-Hair Loss - Szampon przeciwko wypadaniu włosów. Skład wydaje mi się ok na pierwszy rzut oka. Nie zauważyłam, żeby mniej włosów wypadało. Zapach dość nieprzyjemny, niemiły w użyciu. Powodował podrażnienie głowy - na skórze na czole i we włosach wyskakiwały pryszcze. Nie polecam. Cena to 15zł/200ml. 
  • Aquafresh fresh mint - zużyć to to jest dopiero wyczyn. Po otwarciu powinno się do skończyć w ciągu 3 miesięcy. Nie pamiętam, ile kosztował.

  • Babydream natural Wasch-balsam - Bardzo lubię ze względu na fajny skład i niedrażniący, dość neutralny zapach (choć nie każdemu może się podobać). Na pewno wysusza, ale jest fajny jako baza do domowego żelu pod prysznic. Niestety ostatnio w Rossmanie pojawił się na wysprzedaży (po 5zł, standardowo kosztował 6zł/250ml), więc niestety raczej należy się z nim pożegnać. Ale! Udało mi się go kupić jeszcze po tej wyprzedaży za 3,5zł :) Od razu znalazł zastosowanie jako mydło do rąk.



  • Babydream Kopf-bis-Fuss Waschgel - znany produkt, ma nieco drażniący zapach. Używam jako żel do mycia ciała. Ładny skład, staram się go mieć w domu :) Cena to 10zł/500ml.
  • Alterra Deo Balsam - porażka, nie jest skuteczny, zużyłam na siłę, była to jego druga szansa, ale niestety i tak się nie zaprzyjaźniliśmy. Cena około 8zł/50ml.

  • MaxFactor Max Effect - dostałam w prezencie, bardzo go lubiłam, niestety się już mało co dało się go wyciągnąć no i skończył mu się termin przydatności :(

  • Synergen Deckendes Make-up - Póki nie zaczęłam się interesować składami spełniał moje potrzeby i byłam zadowolona. Ot taki sobie krem matujący, lekko nadający kolor, na pewno nie kryjący, o dziwnym i za ciemnym dla mnie kolorze. Odstawiłam na półeczkę, przeterminował się i idzie do kosza.













piątek, 27 kwietnia 2012

Kwietniowi ulubieńcy

Koniec kwietnia zbliża się wielkimi krokami :) Dzisiaj przedstawię moich kosmetycznych ulubieńców w tym miesiącu :) Nie wiem dlaczego, ale w ulubieńcach znalazła się tylko pielęgnacja.
Od czego by tu zacząć... Może od produktów, które przyciągnęły mnie swoim zapachem :)


Garnier mineral BIO - ma taki zapach, że odpływam :) Kokosowo alkoholowy aromat utrzymuje się bardzo długo jak na dezodorant. Tak mnie zachęcił ten zapach, że chyba poszukam czysto kokosowej wody toaletowej :) Z tego co mi się wydaje Yves Rocher miał taki w swojej ofercie.
Co więcej! Wydaje się skuteczny, jak na razie nie zawiódł mnie :)

Kolejna rzecz jest totalną nowością w moim domu:

Babydream fuer Mama - wielozadaniowy płyn do kąpieli o cudnym mlecznym zapachu :) Jak poczuję ten zapach totalnie odpływam. Zakupiłam go, ponieważ czytałam wiele recenzji o używaniu go w charakterze szamponu :) Myłam już nim włosy - wprawdzie dość mocno je kołtuni i bez odżywki ani rusz, ale zapach zniewala (myślę, że nie każdemu będzie się podobał), w roli żelu do kąpieli fajny, tylko zawsze czuję potrzebę użycia po nim kremu/balsamu. Włosy myję 2 razy, jedynie spłukując lekko po pierwszym razie, dzięki takiemu sposobowi udaje mi się namydlić głowę. Niewydajny ze względu na konsystencję - niemalże jak woda :) 
Oczywiście należy mu to wybaczyć, ponieważ ma świetny skład, głównym jego zadaniem jest bycie płynem do kąpieli no i cena nie jest straszna - za 500ml zapłacimy niecałe 10zł.


W składzie znajdziemy i olejek sojowy i ze słodkich migdałów. Na pewno nie będzie to pierwszy zakup z tej serii - już nie mogę się doczekać aż skończy mi się olejek z Alterry, wykorzystywany do włosów. Na jego miejsce pojawi się różowa oliwka babydream :)

Zostańmy na chwilę przy serii Babydream, ponieważ w moich kwietniowych ulubieńcach znalazł się kolejny przedstawiciel tej serii:

Babydream natural Pflegecreme - Nagietkowy krem pielęgnacyjny :) Oparty jest na oleju słonecznikowym. Jak się skończy sięgnę po serię extrasensitive, w której znajdziemy olejek ze słodkich migdałów. Krem jest dość tłusty, dość płynną konsystencję. Zaliczam go do grona wielozadaniowców :) Używam go jako balsamu do ciała i jako kremu do rąk. Jako krem do rąk wchłania się jakiś czas, ale mi to nie przeszkadza. Testowałam jako krem do twarzy, ale wyszło mi pełno pryszczy i jak najszybciej zrezygnowałam. Ma dla mnie zbyt bogatą konsystencję w tym zadaniu. Zapach przynajmniej jak dla mnie neutralny, chociaż nie wszystkim musi pasować. Idealny na wyjazdy ze względu na pojemność i cenę - za 4zł otrzymamy zieloną tubkę o pojemności 100ml.

Zielono mi, czyli grzebyczek The Body Shop:

Pomaga rozczesać moje długie włosy minimalizując ilość wyrwanych i połamanych włosów. Idealnie sprawdza się przy rozprowadzaniu oleju na włosach przy olejowaniu. Jest częścią zestawu z TBS. Jedyna wada - napis się wytarł :/

Kolejni ulubieńcy również są z TBS:

The Body Shop Banana Conditioner - zniewalająca zmysły odżywka bananowa. Do zapachu już się przyzwyczaiłam, bardzo go lubię, ale o wiele bardziej lubię efekty, jakie pozwala uzyskać. Dla mnie jest to odżywka idealna - przy każdym szamponie daje piękne lśniące włosy, w moim przypadku daje efekty lepsze niż olejowanie :)
Na zdjęciu pojawił się również The Body Shop Rainforest Moisture - stanowi on idealny duet z odżywką bananową. Po tym zestawie moje włosy wyglądają niesamowicie :) Sam szampon pieni się ciężko, ja używam go tak jak wyżej opisany płyn Babydream.

Przechodzimy do produktu, który jest w moim posiadaniu już dość długo, ale ciągle mnie zachwyca:

Equilibra Aloesowy sztyft do ust - zawiera m.in. 20% aloesu, olejek jojoba. Jest  czymś, co mogę spokojnie polecić każdemu :) Czasami w przypadku pomadek ochronnych drażni mnie zapach i smak (jak będę pamiętać, postaram się opisać jeden produkt - bubel od którego wręcz należy uciekać). Natomiast w przypadku tego sztyftu zarówno zapach jak i smak jest miły i przyjemny. Nie ma sztucznego posmaku, jedyne co czuć to mięta - zawiera olejek z mięty pieprzowej. Nie topi się, jest wydajny. Usta po zastosowaniu są miękkie i odżywione. Jedyną mini wadą jest opakowanie - upadło mi i popękało :/ Dostępny w Super Pharm. Nie wiem, jaka jest cena w stałej sprzedaży, mi udało się kupić chyba za 9zł.
Jak widać na opakowaniu mam zanotowaną datę :) Staram się tak robić (prowadzę również datową ewidencję 
w arkuszu kalkulacyjnym), zachowuję opakowania po kosmetykach póki ich nie zużyję mieszkają w papierowej torbie. Kosmetyk można zużyć w ciągu 12 miesięcy po otwarciu opakowania.

A tutaj zdjęcie tyłu pudełka ;)

Przechodzimy do mojego cudnego odkrycia:

Biały Jeleń mydło naturalne - Bardzo mi pomaga na moje problemu skórne. Przynajmniej na razie mnie nie wysuszyło i jest to jedna z pierwszych rzeczy, która na pewno ląduje w mojej kosmetyczce na weekend majowy :) Starałam się je zastąpić mydłem z L'Occitane ale Biały Jeleń zdecydowanie zajmuje (na tą chwilę) w kategorii mydeł do mycia twarzy pierwsze miejsce.

Mam nadzieję, że któryś z produktów zwrócił waszą uwagę.




środa, 25 kwietnia 2012

Flos lek - żel ze świetlikiem i rumiankiem do powiek i pod oczy

Dużo siedzę przy komputerze, sądzę, że niejednokrotnie więcej niż 10h dziennie ;) Nie maluję oczu codziennie, ale od czasu do czasu. Niestety moje powieki nie są piękne, mam na nich jakieś grudki. Byłam z tym u okulisty i kazał się nimi nie przejmować. :/
Podjęłam decyzję, że jednak zadbam o moje powieki i poszukam jakiegoś środka pielęgnacyjnego.
Dlatego też kupiłam ten zestaw:


Soli fizjologicznej używałam bardzo mało i na razie leży sobie na półce.
Natomiast żelu staram się używać dość często, fakt czasami zapominam, ale jednak używam. Żel z rumiankiem poleciła mi Pani w aptece. Mimo, że nie ma dobrego składu skusiłam się na niego, ponieważ potraktowałam go jako lek.

W opakowaniu znajduje się słodki słoiczek z żółtą zakrętką:

Żel ma osobną datę ważności. Dodatkowo na opakowaniu pojawia się rysunek otwartego słoiczka z oznaczeniem 3M -czyli produkt musimy zużyć 3 miesiące po otwarciu. Zabezpieczony jest folią. Po zerwaniu zabezpieczenia znajdujemy przyjemny żółty żelek:

Przy pierwszych użyciach szczypał mnie, potem przestał. Nie wiem z czego to wynika. Dozowanie produktu jest dość utrudnione - do palca dosłownie przykleja się określona ilość żelu - mniej jest ciężko nałożyć. Mam wrażenie, że produkt naprawdę pomaga moim oczom - zaczerwienienie znikło :) W dodatku żel nie gryzie się z makijażem. Zwracam na to uwagę, ponieważ przy żelu z Yes to niemożliwe jest użycie podkładu mineralnego, żeby nie zrobiło się ciasto. Nałożony na powieki stanowi swoistą bazę do cieni. Na pewno przedłuża ich żywot.

No i dochodzimy do najstraszniejszego punktu, a mianowicie składu:

Glikole można by jeszcze darować (mogą powodować podrażnienie), ale te 2 ostatnie składniki - konserwanty są dla mnie nie do akceptacji. Podejrzewam, że nie kupiłabym w drogerii tego żelu, ale ponieważ potraktowałam go jako lek skusiłam się na niego. Istnieje szansa, że konserwantów jest naprawdę mało - patrząc po 3miesięcznym terminie przydatności.

Najbardziej rozwaliło mnie opakowanie - na którym w wyraźnej ramce pojawia się Paraben, a na słoiczku pisze znów wyraźnie w ramce "Bez parabenów". Bardzo nieładne zachowanie producenta. Słoiczek 3M pojawia się również na słoiczku, nie ma go na pudełku :/

Cena to coś koło 6zł za 10gram produktu.

Podsumowując - ma fajne działanie, szkoda, że skład taki kiepski.




wtorek, 24 kwietnia 2012

Fusswohl - zapachowe wkładki do obuwia

Zrobiło się cieplej i postanowiłam wyciągnąć z szafy zapomniane już półbuty, sukienkę :) Niestety mimo, że moje nogi się nie pocą jakoś strasznie nie lubię zakładać butów nawet skórzanych bez bawełnianych skarpetek. Nie jest to dla mnie przyjemne doświadczenie :) Wybawieniem są dla mnie te oto wkładki do obuwia:

Za komplet 8 par zapłacimy 13,29zł. Wkładki są delikatnie sklejone parami :) Po rozlepieniu okazuje się, że posiadają również spodnią warstwę niebieską, która zapobiega migrowaniu wkładki w bucie (naprawdę działa!). Powierzchnia zewnętrzna jest bardzo przyjemna, produkt posiada delikatny zapach. Podoba mi się również w nich to, że są bardzo tanie, więc częsta zmiana nie jest problemem. Nie filcują się, nie przesuwają się - jeszcze nie znalazłam wad tego produktu :)

Jest to mój absolutny niezbędnik na cieplejsze dni :) Pozwalają czuć się pewnie i nie stresować stopami :)
Produkt odkryłam już kilka lat temu i ciągle do niego wracam. 

Opis producenta:

Produkt uważam za naprawdę bardzo udany i serdecznie zachęcam do zakupu.



niedziela, 22 kwietnia 2012

Malibu i werbena - spełniamy marzenia, czyli mini haul zakupowy

Kilka dni temu zauważyłam, że mój biały dezodorant z Alterry się kończy. Nawet jeśli znajdę odpowiedni dezodorant lubię zmieniać. U mnie najlepiej sprawdzał się zielony dezodorant z Alterry w atomizerze. Kosztuje około 13zł, starcza mi na około 40dni. Ze względu na pojemność (75ml) i cenę nie traktuję go jako opłacalnego. Natomiast biały dezodorant niestety jest dość słaby - chociaż muszę przyznać, że ostatnio nawet daliśmy radę żyć z sobą :) 
W związku z powyższym wciąż szukam mojego ideału, dlatego bardzo się ucieszyłam jak na stronie rossnetu znalazłam dezodorant z certyfikatem Ecocert. Niestety chyba nie jest on dostępny w każdym Rossmanie. Nie wiem 
z czego to wynika i na jakiej zasadzie oparty jest podział produktów dostępnych w sklepach tej sieci, ale w jednych produktów jest więcej w innych natomiast asortyment jest dość ograniczony.

Polowałam, polowałam no i w końcu znalazłam moje cudo, a mianowicie Garnier mineral bio:

Do wyboru są 3 zapachy, ja wybrałam kokosowy i wiecie co? On pachnie .... Malibu! Nawet chciałabym powiedzieć, że on pachnie zupełnie tak samo - zawiera alkohol i mleczko kokosowe, więc nie jest to duże zaskoczenie :) Nie wiem, czy się klei, bo jeszcze nie miałam przyjemności go użyć. Nie wiem również jak ze skutecznością. Wiem tylko, że zapach jest boski!

Skład również niczego sobie:

Cena 7,89zł/50ml. Obecnie jest promocja, cena standardowa 10,99zł.

A wiecie co mnie najbardziej zdenerwowało w sklepie? Że praktycznie wszystkie sztuki były zmacane :/ Kulki były mokre!

Wychodząc z galerii ujrzałam sklep L'Occitane i oczy kota Shreka do męża :) W razie czego na swoją obronę mam to, że sam mnie tam zaciągnął. Uwielbiam ten sklep, jego wygląd, produkty, ceny z lekka nie na moją kieszeń. 
O zakupie jakiegoś produktu marzyłam już dawno i w końcu korzystając z dni Glamour mam swoje upragnione mydełko. Podejrzewam, że trafię tam jeszcze jak będą wyprzedaże.
Oto moje cudeńko Nawilżające Mydło Shea - Werbena:

Mydełko z masłem shea (na które też cierpię :) ) o zapachu werbeny. Czemu werbeny? Bo czytałam i czytałam, że to taki cudny zapach no i tak wyszło :)

Do mydełka dostałam próbkę szamponu (skład fajny i niefajny - ma PEGi):

Co do składu mydełka wydaje się przyjemny:

Jak widać zawiera również inne olejki, m.in. ze słonecznika.

Kosteczka jest mleczna i trochę odrapana (na pewno nie jest to wina upadku, ale jakiejś nierównej formy - jest jej więcej niż mniej):



Nie mogę się doczekać testowania :) Mam zamiar używać go do ciała, do buzi przynajmniej na razie pozostanę wierna Białemu Jeleniowi.
Koszt kosteczki 100gram to 16zł, ja korzystając z 15% rabatu zapłaciłam 13,6zł.

Zakupy strasznie mi się podobają i naprawdę sprawiły mi niesamowitą radość :) Mam nadzieję, że produkty mnie nie zawiodą.



środa, 18 kwietnia 2012

Essence 51 Mellow Yellow - Pastelowy żółty lakier

Zaraz po "pastelowym" pokazie Louis Vuitton powędrowałam do drogerii Jasmin po lakier. Bardzo chciałam nabyć pastelowy żółty kolorek. Udało mi się zakupić Essence colour&go 51 Mellow Yellow.
Nie wiedzieć czemu, ale praktycznie wszystkie lakiery w tym odcieniu były prawie rozwarstwione. 
Sam kolor jest cudny, idealnie taki jakiego poszukiwałam. Ma małe, subtelne drobinki, które bardzo nie przeszkadzają, ale mogłoby ich nie być. Tutaj na paznokciach:

Lakier do jako takiego krycia wymaga 3 warstw, nie można również pozostać przy jednej, ponieważ lakier smuży się niesamowicie. W dodatku schnie niesamowicie długo, a przy nałożeniu kilku warstw lubi się bąbelkować. Zdarzyła mi się sytuacja, że pomalowane wieczorem paznokcie, rano miały pełno bąbelków. Pozostawało tylko zmycie. Taka ilość warstw dawała dość grubą "skorupkę", dzięki której paznokcie trzymały się do 3 dni. Po jakimś czasie użytkowania pędzelek odkleił się od nakrętki, ale jakoś dało się go używać.
Lakier kosztował 5,49zł/5ml i mimo tak niskiej ceny nie polecam.
I niestety muszę stwierdzić, że kolejny kosmetyk Essence ma u mnie negatywną opinię. A jednak wciąż je kupuję, ponieważ przyciągają mnie różnorodnością, chwytliwymi nazwami, ciekawymi produktami i opakowaniami. Zdecydowanie specowi od marketingu należą się gratulacje ;)


wtorek, 17 kwietnia 2012

Pędzlaki z ecotools

W końcu dotarł do mnie upragniony zestaw z ecotools :) Został zamówiony mniej więcej w połowie lutego, więc czas realizacji zamówienia to prawie 2 miesiące. Docelowo miał być to zestaw ostatni, ale podczas tego długiego oczekiwania na przesyłkę nabyłam również wspominany na blogu zestaw z serii Sephora Pretty Look in Pink. Oto wspominany zestaw:

W jego skład wchodzą pędzle do twarzy -Baby Kabuki, Mineral Powder Brush, Concealer Brush; pędzelek do oczu -  Eye Shading Brush i kosmetyczka na suwak.


Wszystkie pędzle są bardzo miękkie, mają bardzo elastyczne włosie, bardziej giętkie niż te z EDMu. Wydaje się również, że objętościowo też jest ich mniej ale może być to złudzenie.

Każdy z pędzli chciałam do czegoś wykorzystać :) Przed zakupem pędzli z Sephory nie dysponowałam miłym pędzlem do różu i w tym celu chciałam wykorzystać Baby Kabuki. Pędzelek przetestowałam do podkładu mineralnego i mimo, że ma objętość zbliżoną do EDMowego Flat Topa, to trzeba się nieźle namachać :) 



Mineral Powder Brush, czyli pędzelek do pudru jest praktycznie kopią Sephorowego z różowego zestawu. W związku z powyższym pewnie na razie odłożę go, żeby się nie zniszczył ;) Porównanie do Flat Topa:

Mimo, że zestaw jest jako tak zwany travel size pędzelki wcale nie są takie małe. Pędzel do pudru jest nawet dłuższy niż Long Handled Flat Top:


Pędzelek do korektora przypomina taki mini pędzelek do podkładu - ma taki języczkowy kształt. Zdziwił mnie natomiast pędzel do aplikowania cieni - wygląda na bezużyteczny. Ma dość długie, miękkie, bardzo elastyczne włosie i jest rozczapierzony. Mam nadzieję, że pierwsze wrażenie jest błędne :)

No i muszę powiedzieć, że bardzo się cieszę z kosmetyczki. Lubię, jak pędzle mają własne opakowanie, w których można je bez problemu transportować nie stresując się, że pobrudzą się w kosmetyczce. Opakowanie jest wygodne 
i ku mojemu zdziwieniu bardzo duże - bez problemu mieści się cały zestaw pędzli, Flat Top z EDMu i jeszcze jest dużo wolnego miejsca.

Zapakowana kosmetyczka:


A i małe ogłoszenie parafialne - na stronie Drogerii Natura pojawiło się nowe wydanie magazynu Natura. Jak już wspominałam we wcześniejszym poście są tam co najmniej dwa interesujące artykuły - o składnikach w kosmetykach i o minimalizmie. A tu link do magazynu :)





Jestem na tak! Seria Yes to.


W ostatnim moim poście znalazły się kremy, które czekają na swoją kolej. Nie mogę się doczekać, kiedy zabiorę się do ich testów :) A czekam, ponieważ muszę wykończyć moich dotychczasowych ulubieńców z Yes to. Seria Yes to to kosmetyki zawierające głównie (np. 98%) składników naturalnych. Można je nabyć w Sephorze, jak również są dostępne na allegro.
W moim posiadaniu znalazł się zestaw do skóry wrażliwej - Yes to cucumber oraz krem na noc dla skóry normalnej 
i suchej Yes to carrots 50ml. Ciekawy design opakowań i nawiązanie do warzyw/owoców na pewno przyciąga uwagę :).
W skład zestawu Yes to Cucumber wchodzi żel do oczu 30ml (co ciekawe tak pisze na opakowaniu ;) ), łagodzący nawilżacz 50ml i chusteczki do demakijażu 30sztuk (?). Zestaw udało mi się nabyć za 45zł na wyprzedaży 
w Sephorze (standardowa cena to coś koło 170zł), krem kosztował mnie 30zł (przeceniony ze 100zł). Myślę, że było warto, a oto zestaw w całej okazałości:



Na pewno kosmetyki są niesamowicie wydajne. Używam je mniej więcej od 1 stycznia 2012 i ciągle nie widać końca :) W przypadku żelu brak mi systematyczności, pozostałe są praktycznie w stałym użyciu. Kosmetyki zawierają m.in. alkohol i konserwant phenoxyethanol. Ponadto mają w składzie wiele korzystnych substancji :) I jeszcze coś bardzo ważnego, a mianowicie opakowania - kremy/żele są zapakowane w opakowania z pompkami airless. Czyli nic nie dostaje się do środka, a pompka pozwala na precyzyjne dozowanie. Co powoduje, że kosmetyki są bardzo wydajne, bo nie ma strat spowodowanych wyciekiem zbyt dużej ilości kremu.

Na pewno nie powiem nic o chusteczkach nie powiem kompletnie nic ;) Były zakupione wraz z zestawem, ja sama nie przepadam za myciem buzi mokrymi chusteczkami, więc leżą zapakowane. Po ich otwarciu powinno się je zużyć 
w ciągu 3miesięcy.
Przechodząc do kolejnych produktów:
Największą zagadką jest dla mnie żel. Służy do oczu, jest totalnie przeźroczysty. Po otwarciu należy go zużyć 
w ciągu 12 miesięcy. Niestety nie zakochaliśmy się w sobie. Czasami szczypie, zostawia filtr, który kompletnie nie współpracuje z podkładami mineralnymi. Robi się ciasto. Przez to najczęściej o nim zapominam i grzecznie sobie leży w kosmetyczce.
Bardziej interesującym produktem jest emulsja nawilżająca. W zasadzie można by ją podsumować jako delikatny nic nie robiący kremik ;) Działanie nawilżające nie jest wystarczające, skóra się wręcz potrafi przesuszać, szczególnie 
w okresie zimowym. Jest moją ulubioną bazą do własnych kremików. Dobrze komponuje się z olejem sezamowym. Razem stanowią świetną bazę pod makijaż mineralny. Obecnie stosuję go bez niczego i na razie nie widzę przesuszonej skóry.
Zapach serii ogórkowej jest trochę ogórkowy, ale nie jest nachalny ;)
Na pewno na największe oklaski zasługuje krem na noc z serii marchewkowej. Zupełnie inny, dość przyjemny zapach, ale ciężko mi go dorównać do zapachu marchewki. A dlaczego zasługuje na oklaski? Nawilża niesamowicie, nie zapycha! Po nocnej kuracji z nim w roli głównej skóra jest odpowiednio odżywiona i nawilżona. Nie podrażnia, jak czasami zdarzało mi się z serią ogórkową (która ponoć jest właśnie przeznaczona do skóry wrażliwej).
Nie wiem czy kupię ponownie, głównie ze względu na cenę. Seria ogórkowa jest dla mnie taka sobie, natomiast krem z serii marchewkowej jest jednym z lepszych kremów, z jakimi miałam dotychczas do czynienia :)



poniedziałek, 16 kwietnia 2012

Kosmetyki z certyfikatami z ... Lidla.

Ostatnio będąc w Lidlu zaciekawiły mnie kolorowe pudełka z kremami, których nigdy nie widziałam do tej pory. Po zapoznaniu się ze składem i dokładniejszym obejrzeniu opakowań byłam w szoku. Wszystkie kosmetyki miały certyfikat BDIH i nieznany (przynajmniej dla mnie) Natrue.
W lidlu, który akurat odwiedzałam znalazłam krem na dzień, krem na noc oraz duży balsam do ciała. Do koszyka powędrowały kremy do twarzy:

Każdy z kremów kosztował coś około 13zł/50ml. Oba mają też częściowo drewniane zakrętki :) Po odkręceniu tubki okazuje się, że każdy z kremów ma zabezpieczenie. Niestety zawierają alkohol jak większość certyfikowanych kremów.
Poniżej opis producenta i skład kremu na dzień:
Krem na noc:


Najbardziej zachęciło mnie do kupna masło shea. Sama szykuję się i szykuję na czyste masło shea :)

A tak wygląda tubeczka bez opakowania:

Certyfikaciątka:


Kremy zostawiam na razie zamknięte, ponieważ mam jeszcze zapasy innych :)

Przejrzałam również informacje jakie inne produkty były dostępne z tej serii i muszę powiedzieć, że ciężkie do przetrawienia jest to, że nie udało mi się dostać do innych produktów ;)
Szkoda, że jest to seria limitowana i trzeba na nią "polować".